Mini-lekcja 2. Reels – jakie sztuczki stosują popularni twórcy?
Influencerzy zawsze szukali dróg na skróty, aby mieć większe zasięgi.
W dawnych czasach było dużo mniej narzędzi i uciekano się do prostych sposobów, czasami bardzo skutecznych.
Takim przykładem, rzekłbym wiecznie żywym, jest pisanie pierdyliardów hashtagów pod postami. Faktycznie wiele lat temu była to bardzo dobra metoda na budowanie popularności.
Inni uprawiali masowe follow-unfollow, polegające na tym, że dzień w dzień klikali „obserwuj” na setkach kont, licząc, że te z wdzięczności też klikną follow. A tym, którzy wdzięczności nie okazywali (czyli większość) cofali polubienie.
Influencerzy umawiali się także na grupach, aby wzajemnie się lajkować i komentować, czego sam nigdy nie robiłem, ale też nie byłem temu przeciwny.
Modne było (i jest) kupowanie followersów i choć w życiu bym do czegoś takiego nie zachęcał, to smutna prawda o tym jest taka, że takie działania są wciąż całkowicie bezkarne i bardzo skuteczne. To mit, że Instagram takie konta usuwa lub banuje. Owszem, robi to, ale wyjątkowo niezdarnie i nieskutecznie.
A jakie sztuczki stosuje się współcześnie, tworząc Reelsy i TikToki?
Zacznijmy od tej, która drażni nas chyba najbardziej, czyli
Apokalipsa w tytule.
„Musisz to wiedzieć”, „Nie uwierzysz, co się stało…”, „Szok!”, „Skandal!”, „Tego się nie spodziewałam”. I tak dalej. Tytuły, które zapowiadają materiał nie z tej ziemi, absolutną sensację, a w rzeczywistości okazują się kolejną gównianą rolką, która miała przykuć Twoją uwagę mocnym clickbaitem.
I już na początku muszę coś wyjaśnić: nie jestem przeciwnikiem ani czystych, ani brudnych sztuczek. Social media to zabawa. Nie traktujmy ich przesadnie poważnie. Jeśli nikt nie robi nikomu krzywdy swoją publikacją, to nie emocjonujmy się przesadnie takimi osobami. Korzystaj z dobrodziejstw przycisku „blokuj”, który usuwa takich delikwentów z Twojego życia.
Zapętlone video.
Jeden z tych „sekretów” twórców, którzy lubią chwalić się wielkimi zasięgami. Robią filmik, który kończy się w takim momencie, że nie zauważasz, gdy zaczyna lecieć od początku i w ten oto sprytny sposób nabijasz kolejne wyświetlenie autorowi. Mówiliśmy o tym w jednej z pierwszych lekcji w szkoleniu. Ciekawostką jest, że dawniej Instagram nie pozwalał na takie numery i jedna osoba mogła „nabić” tylko jedno wyświetlenie, bez względu na to ile razy obejrzała dany materiał. Dlaczego to zmieniono? Ano dlatego, by influencerzy czuli się lepiej, bo przecież wszyscy patrzą na wyświetlenia, a nie na realnych odbiorców. O tym także wspominałem, w jednej z ostatnich lekcji (tej o statystykach).
„Oglądaj do końca, aby…”.
Tak, tak. Na końcu dowiesz się największej prawdy i poznasz wszystkie sekrety. Jeśli przerwiesz, przegapisz coś ważnego, a Twoje życie nigdy nie będzie kompletne. Bogu, partii i Instagramowi niech będą dzięki za możliwość przyspieszania takich rolek (przytrzymuj kciuk po prawej stronie rolki, aby ją przyspieszyć).
„Szczegóły w komentarzu”.
Albo w opisie publikacji. To nie do końca jest brudna sztuczka. Jest brudna wtedy, kiedy zachęta ta jest clickbaitem i skłania Cię do przeczytania opisu, w którym tak naprawdę już nic ciekawego nie ma. Zdecydowanie zalecam stosowanie tej „sztuczki”, a wręcz nakazuję to robić. Z dwóch powodów. Pierwszy – im więcej treści w Twojej publikacji, tym większa szansa, że zostaną one odnalezione przez wyszukiwarki. Drugi – każde dodatkowe kliknięcie, czy to w komentarz, czy to w opis posta działa zbawiennie na algorytmy, które kochają aktywność i pokazują Twoje publikacje tym osobom, które były u Ciebie aktywne.
Zbyt krótki czas na przeczytanie tekstu.
Mamy rolkę, na której autor coś tam plecie trzy po trzy, ale poza nim pojawiają się screeny lub treści, które są widoczne zbyt krótko, aby zdążyć je przeczytać. I co wtedy robisz? No musisz obejrzeć materiał jeszcze raz i w odpowiednim momencie zatrzymać. A wyświetlenia się nabijają… To dobra, brudna sztuczka. Polecam ją stosować. Jest skuteczna.
Początek, w którym nic się nie dzieje.
Niektórzy zbyt dosłownie biorą radę, że najważniejsze są pierwsze sekundy i na samym początku filmu po prostu nic mówią, tylko gapią się do kamery, robią coś, idą gdzieś – słowem – przykuwają Twoją uwagę, abyś myślał, że za moment coś ważnego się wydarzy.
Czasami takie sztuczne pauzy są stosowane także w dalszej części filmu, co, muszę przyznać, często wygląda i dobrze i sensownie. Lubię pauzy.
Metoda na Trial Reels
Na początku 2025 roku Instagram wprowadził możliwość publikowania testowej rolki. Polega to na tym, że tworzysz rolkę, ale pokazujesz ją tylko osobom, które Cię nie znają i jeśli po 24 godzinach okaże się, że filmik jest dobry, to udostępniasz go wszystkim. Spryciarze odkryli, że w ten sposób można publikować jeszcze raz swoje starsze materiały. Twoi odbiorcy już je znają, ale skoro „testowa” rolka jest pokazywana tylko obcym, to dla tych obcych jest to nowy materiał.
Wielkie oczy, otwarta buzia i durne miny
Przez lata stosowane w miniaturkach na Youtube, obecnie rozpowszechniło się na Instagramie i TikToku. Śmieszą nas, wkurzają, irytują, bo są obietnicą szokującego materiału, który wcale szokujący się nie okazuje. Staram się nie nabierać na takie miniatury, ale jak tu przechodzić obok nich obojętnie, skoro są masowo stosowane? I co gorsza – działają. Ludzie są bardziej skłonni kliknąć w miniaturę, na której twoja twarz wyraża emocje.
I to tyle w tej lekcji, ale to nie wszystkie sztuczki, bo niektóre pasowały zarówno do Reels jak i karuzel, a o karuzelach mamy osobną mini-lekcję, z którą już możesz się zapoznać.